Video emaile – ukryty potencjał czy pobożne życzenie?
Wyścig email marketerów trwa. Codziennie na całym świecie dziesiątki tysięcy specjalistów od prowadzenia kampani mailingowych zachodzą w głowę jak zachęcić subskrybentów do tego, by otwierali newslettery częściej, klikali więcej linków, spędzali więcej czasu na lekturze ich wiadomości i dzielili się zawartością maili przez media społecznościowe. Co za tym idzie, każdy z marketerów chciałby stworzyć unikalną, jedyną w swoim rodzaju zawartość wiadomości. Widziałem już maile horyzontalne, wiadomości-gry czy minimalistyczny design z jasno zaakcentowanym call-to-action. Trafiłem też na dziesiątki artykułów pokroju „10 Najlepszych Tematów Maili” czy „100 Słów Które Odstraszają Klientów”, które podsuwają raz lepsze a raz gorsze pomysły na budowę skutecznej wiadomości. Dziś podzielę się z Wami jednak innym sposobem na zaskoczenie odbiorców Waszych mailingów – sprawdźcie, co mogą dla Was zrobić video emaile.
Żeby nie być gołosłownym, zamiast serii przymiotników proponuję na początek garść faktów i liczb:
- 43% użytkowników internetu w USA ogląda od 1 do 10 video w tygodniu;
- 50% Amerykanów wybiera email jako sposób na podzielenie się video z innymi;
- video emaile mogą wygenerować o 5.6% wyższy wskaźnik otwarć i 96.38% wyższy wskaźnik kliknięć (źródło);
- samo użycie animowanych gifów w wiadomości może podnieść wskaźnik kliknięć o 26%.
Takie statystyki muszą robić wrażenie. Co jednak tak naprawdę stoi za tymi liczbami? Mogę się założyć, że sami kiedyś próbowaliście przesłać znajomym film z YouTube‘a, jednak w treści wiadomości pojawiał się jedynie prowadzący do niego URL. Niezależnie od tego, czy Wasze konto pocztowe znajduje się u polskiego czy amerykańskiego ISP, umieszczanie linków z YouTube‘a w wiadomości czy przeklejanie całego HTML-owego kodu „embed” nie wygeneruje filmu czy nawet obrazka z jego pierwszą klatką w mailu. Jakby tego było mało, wszystkie próby zastosowania kodu Javascript czy odwołania do obiektów flashowych (plików swf, którymi to właśnie są filmy umieszczone w serwisie YouTube) są automatycznie blokowane przez wszystkich największych ISPs. Jak to już zwykle bywa, podziękować za to możemy jedynie spamerom i rozsyłaczom złośliwego oprogramowania. Nie muszę chyba też dodawać, że los filmów hostowanych na stronach WWW dzielą również pliki video znajdujące się na dysku, których oczywiście nie można dodać do treści maila.
Przejdźmy więc do sedna sprawy – co obecnie jest uznawane za video email i jakie jego formy są najbardziej skuteczne?
- animowane gify. Wiem, że dla niektórych to może brzmieć jak powrót do roku 1998 i przypomnieć całą serię stron, których design opierał się właśnie na animowanych gifach, ale od pewnego czasu to rozwiązanie cieszy się niezłą opinią wśród niektórych email marketerów. Plusem tego rozwiązania jest fakt, że taki obrazek wyświetli się prawidłowo w prawie każdym kliencie pocztowym (poza starszymi wersjami Apple Mail [3.0] oraz MS Outlook 2007) i z pewnością bardziej przyciąga oko odbiorcy niż statyczny obraz w formacie jpg czy png. Minusy? Domyślne blokowanie obrazków przez większość ISPs sprawia, że po otwarciu maila animowany gif nie pojawi się, dopóki nie kliknięcie odpowiedniego linka (np. „Pokaż obrazki”). Brak dźwięku oraz limit max. 16 klatek na sekundę sprawiają, że nazwanie wiadomości z animowanym gifem video emailem jest delikatnie mówiąc wyolbrzymieniem. Zobaczcie zresztą sami:

- CertifiedVideo – to z kolei video z krwi i kości, ale o bardzo ograniczonym zasięgu. Technologia ta pozwala na streamowanie i oglądanie filmów bezpośrednio w wiadomości, jednak jest kosztowna dla wysyłających a video zobaczą tylko i wyłącznie subskrybenci z kontami pocztowymi w AOL. Krótko mówiąc – w polskich realiach jest to rozwiązanie zupełnie niespełniające swojej roli, ponieważ tak jak wspomniałem ten program certyfikacji nie wykracza poza ramy jednego ISP. Z CertifiedVideo korzystają obecnie Fox News, New York Times czy Turner Networks.
- Video hostowane na stronie WWW wraz z dedykowanym playerem – moim zdaniem jest to najskuteczniejszy sposób, który łączy jakość video (pełna obsługa audio i video) z dostarczalnością. To właśnie takie rozwiązanie pozwoliło podwyższyć wskaźnik kliknięć o 96.38% w badaniu opisanym na początku posta. Najistotniejszy jest tu fakt hostowania video na stronie WWW, co w żaden istotny sposób nie wpływa na rozmiar maila a co za tym idzie nie oddziałuje negatywnie na dostarczalność wiadomości do różnych ISPs. Dodatkowo, po kliknięciu w obraz z pierwszą klatką filmu jest on automatycznie uruchamiany w dedykowanym playerze. Rozwiązanie takie oferuje obecnie np. GetResponse, choć niektórzy użytkownicy mogą starać się osiągać je sami np. poprzez video uruchamiane w aplikacji Quicktime po kliknięciu w screenshot z pierwszą klatką filmu. Poniżej przykład tego, jak prezentuje się taki video email:
Jak więc sami widzicie, wysłanie skutecznego video emaila bez utraty na jakości samego filmu może być bardzo kłopotliwe przy braku odpowiedniego programu lub wiedzy. Niemniej jednak korzyści płynące z takiego rozwiązania naprawdę robią wrażenie a do tego są jak najbardziej mierzalne. Trudno jest mi obecnie znaleźć skuteczniejszy sposób na ożywienie treści wiadomości lub dostarczenie marketingowego przekazu alternatywną drogą, która byłaby atrakcyjniejsza. A Wam? Zapraszam do dyskusji w komentarzach!

